|
Getting your Trinity Audio player ready…
|
Drony Shahed, produkowane przez irańską firmę Shahed Aviation Industries (część państwowego HESA), to tak zwane „loitering munitions”, czyli latające miny lub drony-kamikadze, które po wejściu w obszar celu pozostają w powietrzu, aż do momentu uderzenia i eksplozji.
Najbardziej znane modele to Shahed-131 (w rosyjskiej służbie oznaczany jako „Geran-1”) i Shahed-136 („Geran-2”). Shahed-131 ma około 2,6 m długości, rozpiętość skrzydeł 2,2 m, niesie ładunek wybuchowy ważący około 15 kg i ma zasięg do 900 km. Shahed-136 to większy model: 3,5 m długości, skrzydła o rozpiętości 2,5 m, masa około 200 kg i ładunek 30–50 kg. Jego zasięg szacowany jest na od 1 000 do nawet 2 500 km, z prędkością przelotową ok. 185 km/h.
Obsługę tych dronów ułatwia ich prostota konstrukcji i względnie niski koszt produkcji — szacowany między 20 000 a 50 000 USD, co znacznie niżej niż w przypadku klasycznych pocisków. Moskwa zresztą rozpoczęła ich masową produkcję z wykorzystaniem komponentów układów elektronicznych sprowadzanych, m.in., z Chin, Stanów Zjednoczonych czy Szwajcarii. Według doniesień, rosyjskie zakłady w Jelizawie (Alabuga SEZ) i Izewsku mogą w przyszłości produkować nawet tysiące takich dronów miesięcznie, z możliwą zdolnością odpalenia kilkuset lub kilku tysięcy dronów w jedną noc.
Jeśli chodzi o sposób działania, drony Shahed-136 startują zazwyczaj za pomocą rusztowania z doczepionym silnikiem odrzutowym (RATO), który zapewnia im początkowe przyspieszenie; następnie wykorzystywany jest silnik tłokowy MADO MD-550 (kopii niemieckiego Limbach L550E) napędzający śmigło w układzie „pusher”. Nawigacja opiera się na systemie inercyjnym wspomaganym GPS i GLONASS; w niektórych przypadkach wykryto także obecność modułów 4G/SIM, co sugeruje możliwość kontroli zdalnej.
W ostatnim czasie notowano rozwój wersji wyposażonych w bardziej zaawansowane możliwości: drony mogą przenosić różne typy głowic – od standardowych eksplozji, przez ładunki kumulacyjne, po termobaryczne – a także odbywać misje zwiadowcze z użyciem AI, kamer oraz systemów łączności odpornych na zakłócenia. Raporty wskazują też na testowanie przez Rosjan dokowania min przeciwpancernych przy użyciu dronów – choć nie wiadomo, czy jest to szeroko stosowana metoda.
W praktyce bojowej Shahedy stosowane są masowo i często w atakach grupowych („swarms”), jako narzędzie saturacji obrony przeciwlotniczej przeciwnika – ich liczba, a nie zaawansowane parametry, czyni je groźnymi. Ten sposób użycia widoczny jest m.in. na Ukrainie, gdzie Rosja stosuje setki dronów nocami, by przeciążać obronę i transport – a coraz częściej produkowane w Rosji Shahedy są modernizowane i uzbrajane w nowe technologie, jak AI i kamery, co poprawia ich celność.
Poza frontem ukraińskim drony te były używane również w innych konfliktach. W rejonie Bliskiego Wschodu były stosowane w atakach na cele izraelskie, obiekty w Zatoce Perskiej oraz amerykańskie bazy – ich niski koszt i zasięg umożliwiają trwałe i uciążliwe operacje nawet dla zaawansowanych systemów obronnych.
Shahed w Osinach
W nocy z wtorku na środę na polu kukurydzy w Osinach (woj. lubelskie) doszło do eksplozji niezidentyfikowanego obiektu, który spowodował wybicie szyb w okolicznych domach, lecz – na szczęście – nikomu nic się nie stało. Policja i służby zabezpieczyły miejsce zdarzenia — znaleziono spalone fragmenty metalu i plastiku, a krąg zniszczeń miał średnicę 8–10 metrów.
Według wstępnych ustaleń to mogło być rosyjskie urządzenie typu „wabik” — dron bez głowicy bojowej, wyposażony jedynie w ładunek do samodestrukcji. Taka konstrukcja miałaby na celu wywołanie detonacji i odciągnięcie uwagi systemów obrony przeciwrakietowej. Gen. Dariusz Malinowski zaznaczył, że dron był zaprojektowany tak, by unikać wykrycia — poruszał się bardzo nisko, z silnikiem „made in China”. Jednocześnie MON i prokuratura badają także inne możliwe przyczyny: dron mógł pochodzić z Rosji, Białorusi, mieć charakter przemytniczy, a nawet być elementem sabotażu na terenie Polski.
Minister Obrony Władysław Kosiniak-Kamysz określił zdarzenie jako prowokację ze strony Rosji, przypominając poprzednie przypadki naruszeń przestrzeni powietrznej w państwach NATO — m.in. w Rumunii czy krajach bałtyckich. Podkreślił, że Polska wystosuje oficjalny protest dyplomatyczny, a także przygotuje kompleksowy raport i rekomendacje działań w obliczu tego incydentu.
Służby wojskowe wskazują, że polskie systemy radiolokacyjne tego typu obiektów nie wykryły, co obrazuje lukę w systemie obrony przeciwlotniczej przeciwko nisko latającym dronom. Według Dowództwa Operacyjnego, radary nie zarejestrowały żadnego obiektu wlotu z kierunku Ukrainy i Białorusi. Eksperci wskazują, że Polska nie posiada skutecznych systemów do wykrywania takich niskich działań — i nie będzie ich mieć przynajmniej do połowy 2027 roku.
MON zapowiedział jednocześnie, że proces rozbudowy sprzętu obronnego już trwa — planowane są zakupy aerostatów radiotechnicznych „Barbara”, które mają wykrywać niewielkie obiekty nisko nad ziemią, oraz dalsze inwestycje w systemy antydronowe i radary pasywne
Wnioski w kontekście obecnej sytuacji Polski
Incydent w Osinach to sygnał alarmowy dla polskich systemów obronnych – nawet gdy granice pozostają formalnie zabezpieczone, pojawienie się drona z głowicą samodestrukcyjną świadczy o zdolności przeciwnika do prowadzenia asymetrycznych działań mających charakter prowokacji lub sprawdzenia reakcji obrony. Taki „wabik” może służyć odwracaniu uwagi od innych, bardziej niebezpiecznych działań.
Brak wykrycia drona przez radary potwierdza poważny deficyt w zdolnościach obrony powietrznej Polski. Jest to szczególnie niepokojące wobec trwającej wojny na Ukrainie oraz eskalacji napięć na wschodzie kontynentu. To zmusza do przyspieszenia wdrożenia nowych systemów, takich jak aerostaty „Barbara” czy pasywne radary antydronowe.
Dyplomatyczna i informacyjna reakcja rządu – z protestem oraz raportem dla sojuszników – jest zasadna i powinna być kontynuowana. Kluczowa będzie transparentność wobec obywateli oraz analiza procedur reagowania (np. opieszałość służb na miejscu), by minimalizować ryzyko rzeczywistych szkód przy podobnych zdarzeniach w przyszłości.
Zdarzenie w Osinach to niewielka, ale istotna manifestacja hybrydowego zagrożenia, z jakim Polska może się mierzyć. Pokazuje jednocześnie, jak ważne są szybkie modernizacje obronne oraz gotowość reagowania na działania, które nie muszą mieć charakteru pełnoskalowego ataku.
Mamy nadzieję, że artykuł okazał się dla Ciebie wartościowy i znalazłeś/-aś w nim coś przydatnego. Zajrzyj do nas ponownie – regularnie publikujemy nowe treści, które mogą Cię zainteresować. Jeśli chcesz pomóc nam rozwijać ten projekt, podziel się linkiem, wspomnij o nas znajomym albo po prostu wróć – każda forma wsparcia wiele dla nas znaczy.
